Główny wierzchołek Czartowskich Skałek – jak widać piaskowce triasowe są nietrwałe (łuszczą się i kruszą), co zapewne spowodowało powstanie naturalnych łuków w skałach

Kiedy ludzie myślą o Górach Stołowych, kojarzy im się przede wszystkim zachodnia część Ziemi Kłodzkiej, Park Narodowy Gór Stołowych. Ale to nie jest cała część tego pasma. W uproszczeniu, tak naprawdę, zaczynając się wzdłuż doliny Bystrzycy Dusznickiej i układając się w kierunku północno-zachodnim, tworząc obszar Parku Narodowego, przekraczają one granicę polsko-czeską tworząc najpierw Broumowskie Ściany, następnie układają się w wyraźną, płaską górę – skalne miasto Ostasz (z labiryntem Górnym i Dolnym – Kocimi skałami – mogę polecić). Następnie przechodzą w najbardziej znane skalne miasto w Czechach, zwane po prostu Skalnym Miastem – miejsce bardzo ciekawe, piękne i zachwycające, ale w północnej części bardzo zatłoczone (w obrębie Czech leży ponad 70 większych lub mniejszych skalnych miast).

Ta północna część opada do miejscowości Adršpach (mogłoby być po polsku Aderszpach – nazwana od strumienia Adera, jak też głosi nazwa niemiecka – Adersbach) i tam kończy się owo Skalne Miasto. I gdyby pójść starą drogą z Aderszpachu do Chełmska Śląskiego – dziś już nie używaną (przed wojną tak), to trzeba by było przejść właśnie przez Zawory.

Ich najwyższym wzniesieniem jest Róg (715 m n.p.m.), ale nie jest to jakaś ładna góra, na dodatek mocno wylesiona i przez to „łysa”, nie stanowi przyjemnej lokalizacji. Ja chcę napisać natomiast o części południowej, nazywanej Granicznym Grzbietem – ona właśnie stanowi miejsce gdzie jeszcze raz Góry Stołowe przekraczają granicę, tym razem z Czech do Polski. I właściwie, w tym miejscu kończą się. Odsłaniają się w zasadzie jeszcze raz w rezerwacie Głazy Krasnoludków, ale o tym w innym wpisie, kiedyś w przyszłości.

Sama nazwa Zawory wywodzi się od znanego, czesko-śląskiego określenia – albowiem pasmo to zawiera, czyli zamyka od północy i północnego zachodu cały obszar Gór Stołowych (inna nazwa tego obszaru po czesku: Broumovsko) – przypomina ono również rodzaj „ogrodzenia” (lub obwarowania) dla wymienionego wyżej Skalnego Miasta.

Bazą naszej wyprawy była pięknie położona miejscowość o nazwie Łączna – założona zapewne pierwotnie w rozcięciu skał zbudowanych z różowych piaskowców (piaskowce triasowe), które tworzą dziś bardzo urodziwe skałki: CzartowskieZapomniane i Samotną

Kolejną atrakcją Łącznej jest też prywatne, dobrze rozwijające się zoo – można w nim zobaczyć nawet lwa berberyjskiego (podgatunek wytępiony na wolności, występuje tylko w niewoli) oraz np. wilki polarne. Kiedyś mieli też gadającą papugę, która naśladowała dźwięki telefonów komórkowych, wywołując tym żartem niezłe zamieszanie (nie mówiąc już o tym, że wołała po imieniu niektórych domowników – dla zabawy 🙂 Tyle dygresji o Łącznej.


W stronę Granicznego Grzbietu można iść z Łącznej na dwa sposoby: albo żółtym szlakiem wzdłuż drogi asfaltowej do Chełmska, albo zielonym do końca wsi, i dalej w stronę lasu i wzdłuż granicy do Przełęczy Chełmskiej (571 m n.p.m). Z niej najlepiej zejść niebieskim szlakiem w dół (w prawo) na polską stronę, następnie iść dalej zgodnie z oznaczeniem aż do lokalnej ścieżki edukacyjnej (prowadzi w lewo w las).

To właśnie w tym miejscu zaczyna się Graniczny Grzbiet – najpierw w lesie pełnym grzybów (w sezonie – ciepłe deszcze pod koniec sierpnia bardzo wydatnie się do tego przyczyniły) trzeba przejść przez rumowisko piaskowcowe – a tu w zasadzie nie wiadomo na co się zdecydować – czy zbierać całe to kolorowe i pachnące bogactwo lasu, czy podziwiać piękne skalisko? Może obecność skał poprawia bytność organizmów z królestwa grzybów zapewniając im więcej wilgoci (stok otwiera się ku zachodowi, więc rano jest ocieniony)?…

Czytaj całość/ źródło